Tym razem chciałabym zaproponować poezję naszego podlaskiego poety, prozaika, tłumacza, wydawcy i bibliotekarza Jana Leończuka. Oto w skrócie kilka najważniejszych informacji      o życiu i twórczości poety:

  • Jan Leończuk urodził się 24.06.1950 r. w Łubnikach, gdzie mieszka do dziś.
  • Jest absolwentem filologii polskiej i słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego.
  • Pracował jako asystent i wykładowca na Uniwersytecie w Białymstoku.
  • Jest członkiem Związku Literatów Polskich i wiceprezesem białostockiego oddziału.
  • Jest autorem ponad 20 książek.
  • Od 1998r jest dyrektorem Książnicy Podlaskiej w Białymstoku.
  • Jest trzykrotnym laureatem nagrody literackiej imienia Wiesława Kazaneckiego:
    – w 1991r. za tomik poezji „Zawołaj raz jeszcze ciemnym wierszem”
    – w 1996r. za „Zapiśnik”
    – w 2010r. za całokształt twórczości z uwzględnieniem wyboru wierszy „Zadziwienia”

Poniżej zamieszczone zostały wiersze Poety pisane w różnych latach.

Życzymy miłej lektury oraz powodzenia w recytacji wybranego przez siebie wiersza.

Katarzyna Leszczyńska-Druć

 

Utwory z tomu Wiersze 2000

***
a kiedy stanę u drzwi
dnia na wieczność roztworzonego
z deszczu zauroczeń
wyjmę krople łez i snu
ponawlekam jak paciorki różańca
ciemne niebo – jasne słowa – płowe włosy
nagość porzuconą wśród tęsknoty wierszy
w zmęczenie kołyski ułożę

słońce przypomni
dwa kasztany uschłe w przepastnej szufladzie
a jesień choć ciężka od nadmiaru słów
w łętowiska ofiarne
złożę

z ziemi bezlistnej
pod chmurami spętanymi pośpiechem
nadsłuchiwać będę kolędników i zziębniętej
ziemi
w nadziei
że czeremchy rozhuśtają raz jeszcze wiosnę
na jeszcze jedno śnienie
z moich synów
Jasia i Antka
dwa jabłka na jabłonce pod ciężarem nieba
koleiną poprowadzę ku żniwnym brzegom
w przestrzenie na życie łaski pełne
na obczyznę
chleba i dobroci

***
otwierając oczy kiedy dzień
sposobi się od tysiącleci do tego
samego scenariusza
kiedy ciemność została oddzielona od jasności
wciąż tak samo przed oczyma
zachwyt i przerażenie
krew przepływa aby ujście znaleźć
i bielmo snów rozpłynie się w tęsknocie
za przyszłym
a nie dotkniętym

odwrócone lustro —
znowu droga poprowadzi na dni i noce
i zamiast gwiazd czuwać będą sny
po tamtej stronie –
znoszone ubrania utracą ciepło
a zagubione rękawiczki
może przygarnie ktoś swoim ciepłem
jak stare fotografie
na których coraz więcej nieznajomej
w sepi ukrytej tęsknoty

ale jeszcze w nas światło dnia
i światło nocy
które tli się raz zapalone
i nie gaśnie
jak lampa dzieciństwa
grzejąc stygnące dłonie
zatapiam się w światło pełne zaufania
że ktoś mi poda rękę
aby oderwać się miłością od ziemi
i z ptakami pofrunąć w nieznane

nie tracąc nadziei w powroty

Utwory z tomu „Zakątek” 2003

***
niechaj ból nie dotyka rozsłonecznienia
wówczas niż baryczny wadzi się z pamięcią
a zapamiętane przestrzenie
zbyt gwałtownie dotykają ziemi
jakby marzenia i tęsknoty odeszły bez pożegnań

odnajduję pukiel twoich włosów
ukrytych w pudełeczku po czekoladzie
nie posiwiały
ani zatroskaniem nie zmatowiały
tylko kokardy dawniej w nich upięte
jak motyle unoszą się ku niebu

a niebo wciąż otwarte
bez bólu
tylko marzenia ścigają się po nieboskłonie
pod bacznym okiem cierpliwej nadziei
jeszcze nie oślepłej

***
nie dotykałem kory nazywanej skórą
ale serca
łaknie tak samo jak przed laty
kiedy moją samotność
nie potrafiłem zrozumieć
ani przytulić

drzewo nieme rosło we mnie
wpatrzone w niebo
dotykało muskularnymi konarami ciszy
gdzie rozkołysanie drzew i ptasie rozmowy
uwiły swoje gniazda
a pisklęta choć oślepłe
wyśpiewywały
tęskniąc do nieba

***
nie dotknąłem
choć na dotyk były skazane
jak klamki drzwi
i ciepłe okładki pamiętnika
a w nim zaschłe krople atramentu
udające łzy

nie dotknąłem
nie rozpoznałem
oczu ani ust
z których wychodziły słowa
i przysiadały między wersem a mlekiem
między dźwiękiem
a pajęczyną uwiązaną wiatru

nie dotknąłem
choć serce wędrowało
w jeszcze jedną noc
tuląc się do księżyca
wyciętego z papieru

dzieciństwo zbyt wcześnie
dojrzało dziurę w niebie

Wiersze z tomu „Uczę się niepamięci” 2005r.

***
są dni których nie rozpoznałem
w gąszczu drobin ulotnych błahostek
i światłem tych dni nie obmyłem powiek
ani warg nie nauczyłem milczenia
obojętność
pozostała niewzruszona
a one przeszły, zapominając swoich dróg
odłogów

pozostało pragnienie wędrowca

i chmury
za ciężkie aby przyozdobić niebo
i – obojętność by otulić – nadto lekkie

pozostała ziemia
z bólem pod stopami
żeby przemierzyć – za rozległa
by przygarnąć w sercu – zbyt mała

szukam śladów bliskich
w zrudziałych trawach
i w porośniętych zapomnieniem ścieżkach

na spróchniałej ławce
pozostały cienie
aby pokochać
jeszcze jedną zmarszczkę

***
czy rozpoznasz moją drogę
kiedy staniemy w milczeniu obok siebie
mając za sobą tajemnice życia
w supełkach zawiązanych pospiesznie
przed zachodem słońca

droga była kręta
w zieleni lata pospiesznie kąpana
na sny
co stawały u wezgłowia
nagie o świcie

czy rozpoznasz moją drogę
niecierpliwą jak sen
kiedy światło dnia
budziło wnętrze domu
małą etażerkę
pudełko z listami
pragnienia zapisane nocą
na skrawkach papieru
aby to szczęście
zmieścić
w przebudzonej dłoni

może to światło
które było obok nas
poprowadzi raz jeszcze

***
powraca w moich snach
dziewczynka z zapałkami

raz po raz mały płomyk
czułością roztrąca ciemność
i gniazdko
ożywa kwileniem

jeszcze drobinę światła
aby wyfrunęły pisklęta

staruszka wciąż patrzy za okno
w ciemność świata

pomiędzy
dziewczynką z zapałkami
a staruszką kołacze serce
i pozostaje chwila
niewypełniona jeszcze
ostatnim błyskiem zapałki

on nie rozjaśni mroku

– światło jest w tobie
uwierz –
powtarza noc

***
szczęście pozwala dojrzeć
to co w codziennym pośpiechu
zakryte

zamknięte powieki
pozwalają
wędrować w głąb serca

mała chwila
wystarczy
aby zrozumieć życie

wówczas i karłowate drzewo
przemówi wielkością
a kamień będzie znakiem trwania

tylko przyjmij to maleńkie szczęście

***
dla J.J.

nawet kiedy zatrzasną okiennice
i ciemność ogarnie nagła
klamki drzwi wystygną
progi domów

pozostaje jeszcze nadzieja

ona poprowadzi
nie wyznaczając granic
życia
i śmierci

radości
goryczy
i klęski

bo każda chwila jest darem
niezauważalnym
nie daje się obwiązać kolorową wstążką

nie trać jej promienia
nawet jeżeli świat
wsącza się jedynie dziurką po kluczu
twoje miejsce
okaże się darem

wystarczy świtaniem
zapatrzyć się w bielejące okno
i raz jeszcze wysłuchać
kołatania serca

albowiem nadzieja jest po to
by rozpacz poskromić

życie
potoczy się swymi koleinami

popatrz jak chybocze
ucząc się raz jeszcze dotykania ziemi

tylko nie trać nadziei –

***
roztańczyły się wspomnienia
na te nagłe zapomnienia

na ten ból co wciąż kołacze
co po nocach z sercem płacze

na te dni bo w snach się skryły
na te noce że zwątpiły

i na światło co się wkradło
poplątało i przepadło

na ten ból co wiernie czeka
kiedy chwili płynie rzeka

roztańczyły się wspomnienia
na te nagłe zapomnienia

Wiersze z tomu „Ku wieczorowi” 2009

***
nie dane mi było
i dane być nie może
utulić kęs młodości
w serca komorze

w ramionach łąki
w mgłach i otulinach
w niedospaniu marzeń
w zarośli chwilinach

gdzie snu przebudzenie
krople rosy i potu
przystają by zaznać
nieznanego smaku

zaprowadź mnie życie
raz jeszcze raz jeszcze
w młodości wyraje
tam moje tęsknoty zostają

a potem jasnością
otul moje ciało
aby z pragnień doznanych
nic już nie zostało

***
potrzebuję Cię Boże
abyś był we mnie codziennym chlebem
przywracając moim snom wiarę
w światło poranka

tak wiele jeszcze potrzebuję
w dziecięcych pragnieniach
smakowania życia

tak wiele jest jeszcze
nierozpoznanych dróg
i wąskich ścieżek
kwiatów których nazw nie pamiętam
i ciepłych rąk w serdeczności

tak wiele jeszcze we mnie pragnień
Boże Ojcze
a „dzień ma się ku zachodowi”

ja
Twój syn marnotrawny
który zagubił drogę do Domu
idąc w nieznane

daj mi Panie światło pod powiekami

***
wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi

pokonała je pycha gadulstwa
nie znosząca sprzeciwu
ani wątpliwości

przystają teraz u wezgłowia
oczekując rozwiązania
nie odwracając się plecami
do wczorajszych zdziwień

nie poszukują zagubionych dni
które zmieniły swój happy end
w filmowym makijażu

pytania pozostają samotne

nawet wtedy kiedy śmierć je utuli

Wiersz z tomu „Zawołaj raz jeszcze ciemnym wierszem”

zawołaj ciemnym wierszem
zniewolonych ramą
złotych jesiennych westchnień
ciepłych drganiem żalu
płotem elementarza
kota śpiącego pod hipnozą wróbla
pobladły słowa
pobladło życie
przywołaj ciemnym płótnem
zwiedzione Marie
tysiące grobów w śniegu
w nieczułej pamięci
rogiem złotym nie zwołasz – – –
wiatr rozpędził pomylone słowa
zmęczoną twarz
zmęczone życie
zawołaj raz jeszcze ciemnym wierszem

wiersz z tomu „Zapiśnik szósty” 2012r

***
zanim Twój oddech zamknie moje usta
i sny odpłyną z posoczem krwi mojej
udziel mi siły abym wzrokiem swoim
utulił to co serce moje nie zdążyło

pozostaw Panie to czego nie mogłem
mojej Basi co nieba mi pragnęła uchylić
snów dalekie wołanie nad łąkami ciszy
wiosennych nadziei jak pierwsze kochanie

moim synom dozwól aby wiersz serdeczny
na progach ich domów strzegł radości życia
a potem w horyzontach uchyl małą furtkę
do ogrodów zielonych wiecznego kochania

a przyjaciołom jeżeli z krwi mojej
odczytali co było testamentem śnienia
daj Panie aby odtąd w cieple serca swego
ogrzać mogli zziębnięte tęsknotami dłonie


Pliki do pobrania: